Od ponad 18 miesięcy jesteście w podróży, przez cały ten czas towarzyszy Wam Snupi. Skąd pojawił się ten pomysł, aby wyruszyć w świat ze swoim czworonogiem? Czy to był pewien proces, który dojrzewał w Waszych głowach, czy ta decyzja była dość spontaniczna?

To długa historia. W skrócie... przed Snupim w naszym życiu obecne były spacery i elementy aktywnego trybu życia. Dzięki Snupiemu zaczęliśmy więcej czasu przebywać na świeżym powietrzu i wśród natury. Znudzeni znanymi miejscami, zaczęliśmy myśleć o dalszych podróżach. Najpierw bez niego, ale po kilku takich wyjazdach, kiedy ciągle się martwiliśmy – jak tam sobie radzi on i nasza rodzina/znajomi, brakowało nam obecności naszego najlepszego przyjaciela, wobec którego czuliśmy pewien dług wdzięczności, bo to on wyciągnął nas z domu… Postanowiliśmy znaleźć nowe rozwiązanie. Z wyniku nałożenia się kilku czynników, wpadliśmy na pomysł podróży autostopem. 3 tygodnie później byliśmy już w trasie – naszej pierwszej podróży autostopowej w życiu. To było w 2014 r. i zwiedziliśmy Turcję, Armencię oraz Gruzję. W 1,5 miesiąca przejechaliśmy 12 tys. km. Doświadczyliśmy i zobaczyliśmy rzeczy, które rozpoczęły proces zmieny naszej świadomości, światopoglądu, to wszystko doprowadziło nas do obecnej wyprawy. To, że Snupi wyruszy z nami, było tak oczywiste, jak zabranie szczoteczki do zębów.

Trzeba przyznać, że to dość odważny pomysł. Można by pomyśleć, że tak długie i dalekie wyprawy to dla psa wysoko ekstremalne przeżycia. Co robicie, aby Wasz pupil cieszył się zdrowiem i nie dopadły go żadne choroby, egzotyczne bakterie, czy inne tego typu niebezpieczeństwa?

Psy to mistrzowie adaptacji, to czego naprawdę potrzebują, to nas – właścicieli. Niemal każdy pies ma lepszą sprawność fizyczną i wydolność niż osoba wysportowana (dotyczy to nawet takich ras jak york czy ratlerek, jedynie rasy typu buldog, mops itp. mają stałe problemy zdrowotne). Tymczasem wiele ludzi mówi, bo „mój pies woli kanapę i nie lubi długich spacerów”. Najczęściej w takich sytuacjach ta rzekoma nieporadność czy zamiłowanie do kanapy „siedzi” tylko w głowach właścicieli. Pies przyzwyczaja się do nudnego życia właściciela, Gdy ten nagle, od wielkiego dzwonu, zabiera psa na dłuższy spacer, to czego oczekuje?! Czy wyobrażacie sobie, żeby zawodnik zapasów Sumo od tak, z dnia na dzień, stał się mistrzem lekkoaltetyki? Czy to, że będzie na pierwszym treningu lekko zdezorientowany, to znaczy, od razu że mu się nie podobało?

Jedyne, w jaki sposób specjalnie przygotowujemy Snupiego, to podawanie mu częściej tabletek z witaminami oraz mocniejsze zabezpieczenie przed insektami. Kiedyś podawaliśmy Snupiemu tylko krople spot-on na kark, teraz dodatkowo dostaje tabletki, które zabijają wirusy i pasożyty, które ewentualnie mogły się przedostać już do jego organizmu, a w rejonach wybitnie obfitych w insekty, np. las amazoński, dodatkowo jeszcze zakładamy obrożę przeciw insektom. Cała reszta przygotowań Snupiego, została przez nas wypracowana z biegiem czasu.

Podróż z psiakiem łączy się również z dodatkowymi aktywnościami i obowiązkami. Czy dostosowujecie swoje cele podróży i trasy do Snupiego?

Czy pies to ograniczenia? Pewnie, ale tylko od nas zależy, jak duże i gdzie ich granica. Musimy pozwolić się ponieść i spokojnie reagować na to, co obecność psa nam przynosi. Oczywiście, musimy uwzględniać obecność psa przy naszych planach. Wybierać naturę zamiast muzeów. Wybierać parki narodowe i atrakcje, które dopuszczają obecność psa. Ale nie jest też tak, że jak na czymś nam zależy, a obowiązuje tam zakaz wejścia z psem, to musimy to skreślić z listy. Zawsze jest jakieś rozwiązanie: albo zwiedzamy wtedy takie miejsce na zmianę, albo udaje nam się wykorzystać spotkane osoby, czy to w hostelu czy podczas autostopu, by przez chwilę zajęły się Snupim. Zamiast w takich chwilach marudzić i rozstrząsać, że coś jest trudniejsze, nie jest tak, jak sobie byśmy to wymarzyli, trzeba ją przyjąć i pamiętać ile za to pozytywnych elementów daje nam obecność psa.

Bardzo dużo widzieliście już we trójkę, jakie macie plany na najbliższe wyprawy i czy macie swoje „miejsce 0” – czyli te, które śni Wam się po nocach i musicie kiedyś w końcu tam dotrzeć?

Obecnie zaczynamy już wracać do Polski. Ale to tylko brzmi jak koniec wyprawy. Bowiem zamierzamy okrążyć ziemię ze Snupim. Zamiast wrócić przez Atlantyk do Europy, celem jest z Ameryki Południowej przedostać się jachtostopem – morskim autostopem z wykorzystaniem jachtów– z Kolumbii do Stanów Zjednoczonych, potem do Kanady, by z Alaski dostać się do Rosji. Zwiedzić Kamczatkę, trochę Chin, a potem zadecydujemy co dalej – czy wracamy koleją transsyberyjską czy będziemy na własną rękę przedostawać się kolejnymi krajami do Polski.

Odkryliśmy już, że najważniejsze to kontakty z ludźmi. Piękne krajobrazy i widoki nas zachwycają i je uwielbiamy, ale nic tak nas nie cieszy i nie ładuje akumulatorów, jak spotkanie życzliwych, miłych, radosnych i otwartych ludzi. Co do miejsc, to mamy wiele na liście, które chcielibyśmy zobaczyć. Ale tak naprawdę to przed śmiercią chcialobyśmy zobaczyć koniecznie tylko jedno – erupcję wulkanu z lawą lub jezioro lawy we wnętrzu krateru. Widzieliśmy i doświadczyliśmy już piękna oraz potęgi natury w wielu aspektach, to byłoby wisienką na torcie. Takie rzeczy pozwalają zrozumieć, jak nieistone są nasze problemy życia codziennego, jak nieznaczącycm pyłem jesteśmy dla tej planety, a jednocześnie jak niepowtarzalne i unikalne jest nasze istnienie, jako jednotski. Czymś tak unikalnym, że nie możemy tego zmarnować.