Jak zaczęła się Pana przygoda z nartami?

Odkąd pamiętam jeździłem na nartach, a moje początki to głównie narciarstwo na wsi, w której się wychowywałem (w Łętowni). Razem z kolegami ubijaliśmy trasy oraz budowaliśmy skocznie na okolicznych stokach. Bardzo miło to wspominam, bo był to taki beztroski czas. Nie mieliśmy wyciągów ale wcale nam to w niczym nie przeszkadzało.

Co jest najlepsze, a co najcięższe w skialpiniźmie? Czy jest to sport dla każdego?

Myślę, że najcięższym aspektem tego co robiłem były zawsze finanse i łączenie pracy z treningami. Najpiękniejsze natomiast jest poczucie wolności, które daje mi uprawienie tego sportu. Dzięki skialpinizmowi mogę eksplorować i odkrywać dziewicze do tej pory tereny, co bezpośrednio podnosi walory miejsc w których jeżdżę.

Czym jest projekt Hic Sunt Leones i co ma na celu?

Ten projekt powstał z potrzeby spróbowania czegoś nowego. Kiedyś Artur Chajzer chciał przerobić mnie na himalaistę a ja mocno się nie dawałem. Dlatego też postanowiłem stworzyć stricte narciarski projekt, który pomoże mi realizować swoje marzenia. Przez sam projekt chce odkrywać najwyższe góry właśnie narciarsko.

Jest Pan pierwszym Polakiem, który wspiął się i zjechał na nartach z ośmiotysięcznika.  Jakie uczucia towarzyszyły Panu przed momentem zjazdu ze szczytu Broad Peak?

To nie do końca chodzi o to czy jest się pierwszym. Na ostatniej wyprawie sam zjazd był dość trudny. Nikt tego wcześnie nie zrobił mimo wielu prób, wiec musiałem być bardzo skoncentrowany.

Jest Pan trzykrotnym mistrzem Polski w narciarstwie wysokogórskim oraz trzecim zawodnikiem w klasyfikacji generalnej Pucharu Świata.  Na swoim koncie ma Pan też rekord świata w biegu na Elbrus. Osiągnął Pan już bardzo wiele, jakie są Pana dalsze cele?

Sukces, to z mojej perspektywy pojęcie względne. Miałem dużo więcej celów, niestety jak to w życiu sportowca bywa, nie zawsze wszystko udaje się realizować. Najważniejsze jest to by mieć satysfakcję i radość z tego co się robi, bo bez tego to nic nie ma sensu, nawet wyniki. Jeśli chodzi o plany i cele to muszę je mieć, w innym razie ciężko było by mi znajdywać motywacje do treningów i wyrzeczeń. W przyszłym roku chciałbym zjechać z pięciu siedmiotysięczników podczas jednej wyprawy – są to tereny byłych krajów Związku Radzieckiego. Myślę, że będzie to trudniejsze niż jeden ośmiotysięcznik. W kolejnych latach będą kolejne ośmiotysięczniki i na koniec Everest, który będzie doskonałym uwieńczeniem tego co robię. Chce zjechać z niego jako pierwszy bez użycia aparatury tlenowej.