Czy Pani fascynacja sportami zimowymi została Pani zaszczepiona w genach, czy to kwestia miejsca w jakim Pani dorastała?

Można powiedzieć, że i jedno i drugie – jeżdżę na nartach od pierwszych lat życia dzięki mamie. Już w wieku 3 lat zjeżdżałam z Kasprowego. Przy tym, mieszkając w górach nie da się uniknąć kontaktu ze sportami zimowymi. U mnie pasja przerodziła się dodatkowo w sposób na życie.

Co zadecydowało o tym, że narty zastąpiła Pani deską i przeszła do zawodowstwa w snowboardzie? Kto odkrył w Pani ten potencjał?

Poznałam kilka osób, które jeździły na snowboardzie i to mnie zainspirowało. Pewien kolega stwierdził, że zostawi mi deskę, żebym poćwiczyła, namawiając, żebym zaczęła jeździć z nim na zawody. Po raz pierwszy spróbowałam jazdy na snowboardzie wiosną 1994 roku. Szybko opanowałam technikę i już jesienią tego samego roku startowałam w zawodach ze snowboardzistami, a nie z narciarzami. Był to też pewnego rodzaju młodzieńczy bunt – nie miałam już tak dużej radości z jeżdżenia na nartach, zwłaszcza że w tym sporcie zajmowałam miejsca bliżej 
10. niż pierwszego. Postanowiłam, że chcę coś zmienić i to była decyzja wbrew rodzicom. Jednak bardzo szybko, bo już po trzech miesiącach jeżdżenia zawodniczego zdobyłam pierwsze sukcesy, pierwsze miejsca na Mistrzostwach Świata Juniorów – później wszystko potoczyło 
się lawinowo.

Sezon narciarski i snowboardowy właśnie się zaczyna. Warto zadbać o bezpieczeństwo na stoku, także w kontekście zminimalizowania ryzyka kontuzji. Jakie są podstawowe zagrożenia i jak je wyeliminować?

O przygotowaniu kondycyjnym na pewno warto pomyśleć już na pół roku przed wyjazdem na urlop, ale jeśli ktoś przypomniał sobie 
o tym tuż przed, należy pamiętać, że każdy dzień, w którym możemy coś zrobić w tym kierunku jest istotny. Podstawową gimnastykę i ćwiczenia rozciągające powinno się wykonywać nawet w domu. Osoby wybierające się na wyjazd narciarski nie zawsze zdają sobie sprawę również z tego, że mając własny sprzęt, należy wcześniej się do niego przyzwyczaić – ubrać buty, oswoić z nimi stopę. Można to zrobić nawet wieczorem, podczas oglądania filmu – zapiąć klamry, pochodzić w butach narciarskich po domu. Jest to bardzo ważna kwestia, ponieważ później przez pierwsze trzy dni na stoku ludzie cierpią z powodu bólu nóg. Można tego uniknąć stosując tę metodę na kilka dni przed wyjazdem – po 2-3 godziny dziennie. A tuż przed wjazdem na stok, obowiązkowo należy zrobić rozgrzewkę – rozgrzać stawy, mięśnie. To powoduje zminimalizowanie ryzyka kontuzji i przekłada się także na bezpieczniejszą jazdę. Ryzyko w sportach zimowych istnieje zawsze, ale eliminując czynniki, na które mamy wpływ, ciało jest bardziej odporne na radzenie sobie 
z trudnymi warunkami.

Swoją pasję sportową realizuje Pani aktualnie między innymi poprzez szkołę dla początkujących narciarzy i snowboardzistów, którą firmuje Pani swoim nazwiskiem.Jak istotna w nauce jazdy jest pomoc wykwalifikowanego instruktora?

Jest ona bardzo potrzebna – zwłaszcza jeśli mówimy o dzieciach. Najgorszym nauczycielem dla dziecka na stoku jest jego rodzic – nawet jeśli jest instruktorem narciarstwa. Nikt nie powinien podejmować się nauki własnego dziecka – ono nie traktuje rodzica jako nauczyciela, nie słucha się należycie i to prowadzi do różnych niepotrzebnych kontuzji. Podczas gdy rodzice mogą w pełni korzystać z uroków stoku, dzieci powinny zostać oddane w ręce instruktora, który poświęci im odpowiednią uwagę – dostosuje metodę nauczania do indywidualnych potrzeb dziecka. Warto zaznaczyć ważną rzecz – instruktor zawsze ma większe doświadczenie i zasób wiedzy od nas. I jeżeli nie stać nas na to, by wykupić w sezonie pełen kurs, czyli około 10 godzin, można zdecydować się na 2-3 godziny – to właśnie te pierwsze chwile są kluczowe
 – stanowią podstawę, dzięki której dziecko bezpiecznie porusza się na stoku. Mam tu na myśli także snowboard, ponieważ w kwestii nauki jazdy na desce panuje błędny stereotyp, że jest to dyscyplina łatwiejsza niż narty, więc można zdecydować się na samodzielną naukę. W szkole, której patronuję stosuję autorską metodę nauki jazdy na desce – opiera się ona na tym, że przypinamy najpierw jedną nogę, a kiedy uczeń opanuje równowagę i sposób zachowania się deski na śniegu, przypinamy drugą nogę 
– w ten sposób eliminujemy ryzyko częstych upadków.

A w kontekście Pani czasu wolnego – chętniej szusuje Pani na polskich, czy zagranicznych stokach?

Jednak na polskich. Są one bliższe 
i łatwiej dostępne. W każdej wolnej chwili przyjeżdżamy do Witowa 
i tam spędzamy cały dzień na śniegu. Warto wykorzystać to, że tak blisko mamy góry. Poza tym dzieci potrzebują mniejszych 
i mniej wymagających stoków, a te na Podhalu są doskonałe dla 
początkujących narciarzy.