o Panią zainspirowało do podróży po świecie?

Czasem mam wrażenie, że urodziłam się już z taką misją, że spędzę życie w drodze, będę poznawać miejsca, ludzi, ich historie – i w konsekwencji będę mogła dzielić się tym wszystkim z szerszym gronem. Pokazywać świat i inspirować innych do tego, żeby otwierali się na nowe, tak, jak ja zrobiłam to wiele lat temu. I choć nigdy nie przypuszczałam, że kiedykolwiek zwiążę swoje życie 
z telewizją, dzięki niej realizuję program swoich marzeń, jakim jest „Kobieta na krańcu świata”. Odwiedzam niesamowite bohaterki w najodleglejszych zakątkach globu, uczę się tolerancji, poznaję świat, jakiego prawdopodobnie nigdy bym nie poznała, piszę książki o tych historiach. Bycie w drodze to ważna część mojego życia.

Którą z podróży uważa Pani za najciekawszą i najbardziej zaskakującą?

Odbyłam ich tak wiele i tak różnych, że trudno jest mi się podjąć wartościowania. Czasem były to podróże bardziej samotne i w głąb samej siebie, szczególnie podczas moich górskich wypraw, innym razem, podczas kręcenia „Kobiety na krańcu świata” poznawałam tak wyjątkowe bohaterki i ich historie, że to właśnie chyba ten program i kobiety w nim występujące najbardziej zapadły mi w pamięć. Na przykład Carmen Rojas z Boliwii, która co niedzielę nadal wychodzi na ring walczyć za 10 dolarów, by utrzymać siebie i dwóch synów. Niesamowita historia, bardzo wzruszająca. Najciekawiej, pod kątem rejonu świata, wspominam chyba wyprawę na Antarktydę, bo tego miejsca nie da się porównać do żadnego innego. Ale na pewno tam już nie wrócę, za bardzo mi Antarktyda dała 
w kość (śmiech).

Podróżując spotkałasię Pani zapewne z różnymi ludźmi i różnymi kulturami. Jak przyjęli Panią Ci ludzie i jakie są Pani wrażenia?

Ja z natury jestem bardzo otwarta, co chyba widać w moich programach, stąd raczej nigdy nie mam problemu z nawiązywanie kontaktów, nawet z ludźmi z bardzo egzotycznych kultur. Ostatnio takie kulturowe zderzenie miałam podczas wyjazdu na Siberut do plemienia Mentawai, gdzie kręciłam czwartą serię „Kobiety na krańcu świata”. Kompletnie inny świat, praktycznie zero cywilizacji, a jednak polubiłyśmy się z moją bohaterką Bai Boroi i jej mężem, szamanem Lalą, bez względu na dzielące nas różnice. I było fantastycznie!

Czy jest takie miejsce na świecie w którym jeszcze Pani nie była a bardzo by chciała zwiedzić?

Wyjątkowo ciągnie mnie zawsze tam, gdzie jest średnio bezpiecznie. Irak, Afganistan... Nie byłam, ale bardzo chcę 
w kolejnym sezonie programu zrealizować odcinki o kobietach z tych miejsc. Może kobieta 
w armii? Marzy mi się taki 
temat.