Panie Jakubie, Ryszard Kapuściński raz powiedział, że tak naprawdę nie wiemy, co ciągnie człowieka w świat. Ciekawość? Głód przeżyć? Potrzeba nieustannego dziwienia się? Co Pana ciągnie w świat?

Poczucie wolności. Kiedy dysponując zaledwie dwoma wolnymi dniami, mogę przenieść się nad morze, jezioro, czy góry, w których nawet jeśli spędzę zaledwie kilkadziesiąt godzin, to niebawem będę mógł powrócić. Ten płodozmian sprawia, że chętniej wracam do pracy, bo jak wiadomo, w menu najważniejsze jest, żeby było urozmaicone. A podróże są właśnie takim turystycznym jadłospisem. Im więcej, tym lepiej. Poza tym ja chcę widzieć na własne oczy wszystkie wspaniałości naszego kraju, począwszy od odwróconego domu w Szymbarku na Kaszubach, do marokańskiej Etno Chaty w Goleszowie w Beskidach. Pragnę również próbować tego, co ojczyzna oferuje: zupy pokrzywowej w Hucie Szklanej pod Kielcami, zeppelinów na Podlasiu, czy gołąbków podlanych olejem z konopi na Roztoczu. Polska to łakomy kąsek.

Badania pokazują, że aż 75 proc. Polaków spędza wolny czas przeglądając Internet, a 66 proc. w wolnym czasie ogląda telewizję. Tworzymy kampanię „Pomysł na weekend” by zainspirować czytelników do aktywniejszej formy spędzania wypoczynku i wyjazdów nawet jeśli mają trwać tylko weekend. Czy z Pana perspektywy zorganizowanie wycieczki w ciekawe miejsce na mapie Polski wymaga dużego wysiłku? Dla kogo może to być dobry sposób na spędzenie wolnego czasu?

Podobno jak się twierdzi, że dla wszystkich, to znaczy, że dla nikogo. A jednak na spotkaniach autorskich skutecznie przekonuję, że podróżować mogą dwudziestolatkowie jak studwudziestolatkowie. Skutecznie, bo z wieloma czytelnikami i widzami utrzymuję kontakty dzięki mediom społecznościowym, spotykam ich również na szlaku. Pamiętajmy, że Polska to nie tylko Monciak w Sopocie i Krupówki w Zakopanem. To również polska Amazonia, czyli Dolina Biebrzy, czy słynne statki na trawie na Kanale Elbląskim. To także Puszcza Jodłowa w moim rodzinnym Świętokrzyskim oraz wciąż nieokryty Górny Śląsk, który niesłusznie wielu kojarzy się tylko z hałdami. Z racji tego, że jesteśmy dużym krajem, poszczególne regiony diametralnie się od siebie różnią. Inaczej jest w Łużycach, zaczynających się od Lubania, a inaczej w Sztabinie na Podlasiu. Warto je zwiedzić i warto do nich wracać.

Czym kierować się wybierając kierunek krótkiego, weekendowego wyjazdu w Polskę? Na co według Pana powinni zwrócić uwagę podróżujący rodzice a na co grupa młodych ludzi planująca wyjazd?

Ja zaczynam podróż od ceny najszybszego transportu. Jeśli jest promocja na lot nad morze, czy na Dolny Śląsk, to bez wahania ruszam w trasę, bo jestem w stanie pokonać ten dystans w zaledwie godzinę, a tyle zdarza mi się jechać w godzinach szczytu z domu do pracy. Korzystam bardzo chętnie z pociągów i autobusów, na każdy środek lokomocji są dobre aplikacje. Potem ogarniam nocleg stawiając na niebanalne i oryginalne miejsca. Wrzucam też do Worda plan na dane miasto lub region. Wpisuję atrakcje do zobaczenia, opisy regionalnych potraw, linki z polecanymi restauracjami. W ten tworzy mi się lista do zrealizowania, z której korzystam także wtedy, gdy ponownie zawitam w to miejsce, dodając do niej nowe punkty. Takich planów mam sporo w katalogu w komputerze, ale ciągle przybywają mi nowe, jako, że w Polsce jest w tym roku 940 miast, zatem żeby wszystkie je zobaczyć, potrzeba co najmniej kilku lat. I to jest piękne, że podróż jest jak egzamin, do którego warto się przygotować. Turystom w każdej grupie wiekowej polecam takie rozsądne podejście. Po pierwsze dlatego, że można dopasować ofertę, pod kątem wymagań i ceny, a po drugie, że zarówno młodszym i starszym zostaje po tej wyprawie coś w głowie. Czy data bitwy pod Grunwaldem, po zobaczeniu słynnego pola, czy wiek Dębu Bartek w Zagnańsku. I przeświadczenie o tym, że hasło: podróże kształcą, nie straciło na aktualności.

Wiele osób odkłada krótkie wyjazdy na później, tłumacząc sobie, że trzeba wszystko zaplanować, zarezerwować, spakować się i że to jest dużo zamieszania niewartego tak krótkiego wyjazdu… Jak zachęciłby Pan te osoby? Jak Pan radzi sobie z częstym pakowaniem i rozpakowywaniem? Co znajduje się na Pana podróżnej check-liście?

Jeżeli potrafimy się zmusić, żeby pościelić łózko, mimo, że jutro znowu trzeba będzie czynność powtórzyć, to jesteśmy także w stanie znaleźć chwilę na pakunki. Ja właściwie cały czas jestem spakowany. Mam kilka rodzajów toreb i plecaków. Ta najczęściej służąca mi do krótkich wypraw, stoi w przedpokoju w połowie wypełniona. Jest w niej trochę mini kosmetyków, saszetki z kawą i herbatą, mikroskopijny turystyczny czajnik z kubkami i łyżeczkami w środku, bo nigdy nie wiadomo, czy w pokoju będzie sprzęt na wyposażeniu, a czasem lepsza chińska zupka od niczego. Do tego szybkoschnący ręcznik i kąpielówki z klapkami na basen. Przed wyjazdem dorzucam bieliznę i… ruszam w drogę. Nic trudnego. A wszystkim, którzy narzekają na kilka godzin spędzone w drodze, poradzę, żeby… czytali książki. Ja sam mam w domu kilkadziesiąt tytułów, które zalegają mi na półce. W podróży jest najlepszy czas, żeby nadrobić zaległości. Zatyczki do uszu, kanapka do ręki i lecimy z tą prozą. A potem okaże się, że zanim skończymy czytać nowego Ludluma, czy starego Tołstoja, jesteśmy w Sopocie, albo Zakopanem. To takie turystyczne wash and go: dwa w jednym. I tego się trzymajmy.