W męskiej koszuli, z uśmiechem, latarką i notatnikiem w plecaku – tak przemierza świat Beata Pawlikowska. I chociaż czasem zdarza jej się tęsknić za wygodnym biurkiem i polskimi jabłkami, jest coś, co nieustannie pcha podróżniczkę w bardziej egzotyczne rejony.

„Kosmopolitka” czy „obieżyświat” – jak Pani o sobie myśli?

Mówię o sobie „podróżnik” i to oznacza dla mnie, że staram się zrozumieć świat. Podróżuję do trudno dostępnych miejsc, poznaję miejscowe życie i chcę spojrzeć na świat oczami tubylców. Nie interesują mnie zabytki i miejsca turystyczne. Szukam prawdy o świecie. I z wielu różnych prawd, które odkrywam w różnych zakątkach naszej planety, wyciągam wnioski. I o tym piszę książki.

Podziwianie przyrody, zwiedzanie, czy szansa poznania odmiennych ludzi i kultur – co sprawia, że znaczną część roku spędza Pani poza domem?

Ciekawość. Ja tylko chcę poznać i zrozumieć. Ale nie spędzam większości roku w podroży. Ja sama decyduję dokąd chcę pojechać, kiedy i po co. W tym roku przez dwa miesiące podróżowałam samotnie po Wenezueli i Brazylii. Teraz będę przez kilka tygodni w Polsce, bo chcę skończyć pisanie książek z serii „W dżungli podświadomości”. Podróże to nie tylko pokonywanie kilometrów, ale przede wszystkim nowe smaki, zapachy, doznania…

Pamięta Pani najdziwniejszą potrawę, jaką zdarzyło się Pani jeść w innym kraju?

Jedzenie to jedna z największych przyjemności podróżowania! Jadłam mnóstwo bardzo dziwnych rzeczy. Wiele razy w dżungli amazońskiej, kiedy nie było już nic innego, jadłam larwy i mrówki. To indiański przysmak, ale w pierwszej chwili trudno jest przełamać opór przed zjedzeniem czegoś, co ucieka z talerza. A talerz jest kawałkiem liścia. Poza tym jestem wegetarianką i nie jem mięsa, chyba że nie ma absolutnie żadnego innego wyjścia. Wtedy nie było.

Poznawanie świata czasem robi się niebezpieczne, dojście do celu mozolne, zaczynają doskwierać mało komfortowe warunki. jest coś, za czym Pani tęskni będąc w drodze?

Czasem podczas bardzo długiej i trudnej wyprawy przez bardzo gorące dżungle tęsknię za moim biurkiem w domu pod Warszawą, za codziennym rytmem pisania nowej książki, za polskimi jabłkami. Ale to tylko krótka, ulotna myśl. Uwielbiam być w podroży tak samo mocno, jak uwielbiam moje życie w Polsce. Są zupełnie od siebie różne, a najbardziej fascynujące jest to, że mogę wybierać gdzie jestem i co robię. Dzięki temu czuję się wolna.

Okazja przebywania w miejscach niedostępnych dla przeciętnego turysty daje również poczucie satysfakcji. z czym to się wiąże? Istnieje kraj, który szczególnie mocno broni swojego mitu, podczas gdy rzeczywistość wygląda zupełnie inaczej?

W każdym kraju zwykłe codzienne życie wygląda zupełnie inaczej niż powszechnie się uważa. Wszystkie stereotypy są mylące i zwykle nie mają nic wspólnego z prawdą. Dlatego tak ważne jest, żeby wyruszać w podróż bez uprzedzeń. Zapomnij o tym, co się powtarza o Kolumbii, Nigerii czy Malezji. Pojedź i zobacz na własne oczy. Zabierz ze sobą ciekawość, otwartość i pozytywne nastawienie. I jestem pewna, że będziesz zdumiony. Bo nic z powszechnych, obiegowych opinii, zwykle nie istnieje tam na miejscu.

Co jeszcze trzeba ze sobą zabrać na egzotyczną wyprawę?

Uśmiech i pozytywne nastawienie. Poza tym do najbardziej niezbędnego ekwipunku zaliczam notatnik i długopis, płaszcz przeciwdeszczowy, latarkę, aparat fotograficzny. I odpowiednie ubranie. Ja najchętniej noszę męską koszulę tropikalną z długimi rękawami, krótkie spodnie i klapki.

Zdradzi Pani czytelnikom pomysł na niedrogą, ale niezapomnianą wycieczkę?

Kupiłabym bilet w promocyjnej cenie podczas wyprzedaży, jakie często organizują duże linie lotnicze. Na przykład do Indii za dwa tysiące złotych. I tam podróżowałabym lokalnym pociągiem i autobusem, jedząc w zwykłych barach i śpiąc w hotelach dla tubylców. To na pewno byłaby niezapomniana wyprawa.

Kilkakrotnie przemierzyła Pani kulę ziemską, może czas na coraz bardziej popularną turystykę kosmiczną? Co by Pani najchętniej zobaczyła, gdyby nie istniały obecne ograniczenia?

Lubię Ziemię. Lubię wszystkie cudowne poranki w maju i w listopadzie, lubię zapach drzew i szemranie potoku, uwielbiam śpiew ptaków, szelest wiatru, słońce i deszcz. Kosmos wcale mnie nie pociąga. Ziemia jest najpiękniejszym domem, jaki można sobie wyobrazić i chętnie na niej zostanę.

Dziękuję za rozmowę.

Agnieszka Tomczak