Podstawową kwestią przed każdym wyjazdem to pieniądze. Bierzmy kartę debetową albo dolary amerykańskie czy euro – tak, aby nie tracić podwójnie lub potrójnie na przewalutowaniu ze złotówek. Niby banał, ale przy dłuższych wyjazdach na przewalutowaniach tracimy nawet kilkaset złotych.

Kolejną sprawą są ubrania. Zwykle kupujemy w Polsce za dużo i potem taszczymy to ze sobą w plecaku lub walizce. Warto pamiętać o tym, że odzież potrzebną nam w miejscu, do którego się udajemy, można dokupić później. Przecież ludzie tam żyjący też potrzebują się ubierać stosownie do pogody. Plus z kupowania „tam” jest taki, że możemy sobie przy okazji przywieźć do domu miłą pamiątkę z podróży.

Inaczej jest z butami – te warto zabrać w podróż już sprawdzone i trochę przechodzone, aby nie nabawić się odcisków – nic tak nie psuje podróży jak mocno zmęczone nogi.

Dokumenty – banał, ale czy każdy pamięta, aby zrobić sobie kopię i schować ją na dnie walizki lub na tylnej ściance plecaka? Warto też wszystkie „papiery” przed wyjazdem zeskanować i wrzucić na Dropboxa lub do innej chmury internetowej, aby mieć do nich dostęp.

Dostęp do Internetu. Trochę nie wyobrażam sobie dziś wyjechać w podróż bez smartfona. Już widzę, larum jakie się podnosi – ale ja przecież wyjeżdżam na wakacje i chce się odciąć od spraw bieżących! No dobrze, ale przecież nie mówię, żeby się nie odcinać. Smartfon i do tego lokalna karta sim (aby mieć tani dostęp do Internetu) nie raz uratowała nam skórę. Mogliśmy szybko sprawdzić, jak coś taniej załatwić na miejscu lub gdzie znaleźć nocleg, a nawet w obecnej sytuacji geopolitycznej – czy miejsce, do którego chcemy dalej jechać jest bezpieczne. Lokalną kartę sim zwykle można kupić już na lotnisku albo w sklepiku przydrożnym z telefonami komórkowymi. Nietrudno je znaleźć – zwykle bardzo rzucają się w oczy, a słowa „simkarta” i „Internet” zrozumie każdy.